Strony przystępujące do negocjacji różnicują zajmowane pozycje wyjściowe na podstawie zakresu posiadanej władzy, zasobów finansowych, wielkości firmy, itp. Niezmiernie rzadko występuje sytuacja rozmów „równy z równym”. Zazwyczaj w jednych kwestiach zajmujemy wyższe pozycje, a w innych przewaga leży po stronie partnera. Jedno z zaleceń negocjacyjnych w fazie przygotowań mówi o przyjęciu dolnej granicy ustępstw np.: „Nie damy więcej niż 2000 zł”. Wydaje się, że posiadanie dolnej granicy ułatwia nie poddawanie się presji i konsoliduje grupę negocjacyjną. Ponad to, w pełnomocnictwach negocjatorzy otrzymują wskazania minimalnej linii ustępstw, której przekroczenie traktowane jest jako nielojalność wobec grupy.
Przyjęcie dolnej granicy może prowadzić do usztywnienia stanowiska. Reakcja drugiej strony jest podobna, a w konsekwencji maleje gotowość do uzgodnień.
Negocjacje dotyczą zazwyczaj wielu czynników, np.: ceny, zatrudnienia, płac, warunków płatności, gwarancji dostaw. Załóżmy, że dolną granicę podwyżki płac władze związku zawodowego ustaliły na poziomie 700 zł. Dlaczego np. nie zgodzić się na 600 zł i jednocześnie zagwarantować sobie niezmienny poziom zatrudnienia, możliwość nieodpłatnego podnoszenia kwalifikacji, itp.? Bezwzględna obrona dolnej granicy ogranicza możliwość poszukiwania innych alternatyw i korzyści płynących z porozumienia, wydłuża czas negocjacji, wzmaga wzajemną niechęć stron. Ponad to, wyznaczanie granicy odbywa się niekiedy na podstawie informacji, co do których nie ma gwarancji 100% pewności. Zazwyczaj są to dane szacunkowe - obarczone błędem statystycznym. W konsekwencji linia minimum jest również wielkością szacunkową. Jej utrzymanie daje negocjatorom poczucie zwycięstwa. Może się jednak okazać, że jest to zwycięstwo pozorne. Paradoksalnie, przyjmując dolną granicę, można nie zaakceptować rozwiązania, które byłoby korzystniejsze. Odrzucenie dolnej linii nie oznacza zaniechania procesu ekonomicznej kalkulacji. Proponujemy jedynie stosowanie także pozafinansowych kryteriów podejmowania decyzji.
Przyczyna, dla której prowadzimy negocjacje, polega na tym, że chcemy doprowadzić do osiągnięcia rezultatu korzystniejszego niż ten, który możemy osiągnąć bez negocjacji.
Gdy na przeciwko siebie zasiądą dwie strony posiadające równie silne „zaplecze” (mogące osiągnąć korzyści bez negocjacji ze sobą) to negocjacje nie odbędą się. „Po co mam negocjować, jeśli mogę uzyskać to, czego chcę w inny sposób?”. Ewentualne spotkanie jest tylko wymianą informacji.
Przystępując do negocjacji zanim odpowiemy na pytanie „co i ile będę z tego miał?” znajdźmy odpowiedź na inne „co zrobię jeśli w przeciągu określonego czasu nie dokonam danej transakcji?” Gdy podejmujemy decyzję co do minimalnego pułapu wynagrodzenia zadajmy sobie pytanie - co zrobimy gdy tego nie dokonamy?
„Zaplecze” - BATNA jest to opracowanie możliwości działania w przypadku braku osiągnięcia porozumienia.
Opracowanie wymaga wykonania trzech zadań:
1. Określenie możliwych do podjęcia działań w przypadku braku porozumienia,
2. Przekształcenie pomysłów w praktyczne możliwości działania,
3. Dokonanie wyboru jednej - najlepszej - możliwości. Przypuśćmy, że w negocjacjach płacowych kierownictwo firmy
określiło maksymalny pułap podwyżek na poziomie 500 zł - jest to jego linia graniczna. W pierwszym kroku określania BATNY decydenci odpowiadają na pytanie: „Co zrobimy, gdy nie dojdzie do porozumienia na założonym przez nas poziomie?”, np.: zmienimy pracę, firma weźmie kredyt z banku, ograniczymy inwestycje, zredukujemy zatrudnienie, podniesiemy cenę produktu, zaprzestaniemy wnoszenia opłat ZUS-u, zakupimy nową technologię. Drugi etap polega na przekształcaniu najlepszych pomysłów w realne możliwości. Załóżmy, że zdecydowano się na zmianę ceny produktów oraz redukcję zatrudnienia. W tym celu dokonano wstępnej kalkulacji, zbadano oferty konkurencyjnych firm, dokonano przeglądu kadr. W tym momencie kierownictwo posiada informacje dotyczące konsekwencji braku porozumienia. Jeżeli uzna, że najkorzystniej jest podnieść wielkość płac, to zapewne zweryfikuje granicę maksymalnego pułapu podwyżek. Ponadto łatwiej jest zerwać rozmowy, jeżeli posiadamy wyobrażenie o dalszych - oszacowanych - możliwościach działania.
Zamiast od razu odrzucać propozycje przekraczającą dolną linię porównajmy je z „zapleczem” aby sprawdzić co lepiej służy naszym interesom.
Jeżeli już istnieje nacisk na sformułowanie dolnych granic ustępstw, to zostawmy sobie zabezpieczenie w postaci granicy kompetencji decyzyjnej np. „Zanim przyjmiesz propozycję poniżej ustalonego minimum skonsultuj się ze mną”. Czas jaki sobie dajemy w negocjacjach pozwoli nam na skalkulowanie decyzji. „Zaplecze” powstaje, m.in. w oparciu o zbiór informacji o firmie i rynku - jest to jedna z największych tajemnic firmy. Jej ujawnienie może narazić negocjatorów na negatywne konsekwencje. Jeżeli bowiem druga strona będzie wiedziała, że działamy pod presją, to osiągnie więcej niż zakładała - w argumentacji będzie odwoływała się do naszych słabych stron. Nie zachęcamy do ujawniania „zaplecza” lecz kalkulacji konsekwencji podejmowanych decyzji.
W jednym z treningów uczestniczyli uczniowie klasy maturalnej o profilu marketingowym. Były to osoby bez żadnych doświadczeń zawodowych i byliśmy ciekawi jak będą rozgrywać sytuacje rozmów handlowych. Jeden ze scenariuszy ćwiczenia dotyczył sprzedaży, w których jedna ze stron jest pod presją (musi sprzedać), druga zaś nie musi kupić. Zwykle ludzie posiadający doświadczenia handlowe - rozgrywają ją w przeciągu 10 minut. Maturzystom zajęło to jedną (!) minutę przy czym ujawnili na początku rozmowy wszelkie swoje graniczenia. Pomimo ujawnienia presji druga strona nie wykorzystała tego faktu przeciwko sprzedającemu - nie zbijała ceny w dół. Możliwe, że u osób symulujących sytuację dominowała lojalność koleżeńska, a nie utożsamienie się z odgrywanymi postaciami.
Wydaje się jednak, że w negocjacyjne doświadczenie wnosi się szereg stereotypów, a zwłaszcza ich ocenę w kategoriach wygrany -przegrany. Brak zaufania wobec drugiej strony wiąże się ze wzrostem ryzyka braku porozumienia.
Wiele osób podejmujących negocjacje przystępuje do nich z nastawieniem, że „jakoś to będzie”. Można przytoczyć wiele przykładów, w których urok osobisty, był wystarczającym czynnikiem skuteczności. W biznesie zdawanie się na „ślepy los” nie jest racjonalną strategią działania. Firma ma realizować swoją misję - przynosić zyski w oparciu o dawanie korzyści innym.
BATNA zawiera w sobie elementy kalkulacji zysków i strat. Cały problem negocjacji to fakt, że wymykają się one procesom racjonalnych - beznamiętnych - decyzji. W rozmowach na przeciwko siebie zasiadają ludzie poddani różnego rodzaju emocjom, dysponujący odmiennym bagażem doświadczeń życiowych, mających różne kompetencje zawodowe.
Na ocenę siły zaplecza wpływa, m.in., wiedza o produkcie oraz znajomość potrzeb klientów. Sztywne trzymanie się wyznaczonych linii granicznych w negocjacjach jest błędem natomiast należy wyznaczać ramy, które wyznaczają obszar ewentualnych uzgodnień. W wyznaczeniu owych ogólnych ram sprzyjają odpowiedzi na pytania:
a) kto jest moim potencjalnym klientem?
b) na jakie zyski mogę liczyć?
c) jakich argumentów przekonujących klienta do mojej oferty powinienem użyć?
d) jak skalkulować wstępne warunki rozmów, by osiągnąć zyski? Ogólna definicja marketingu głosi, że „Marketing jest procesem
społecznym i zarządczym, dzięki któremu konkretne osoby i grupy otrzymują to, czego potrzebują poprzez tworzenie, oferowanie i wymianę posiadających wartości produkty”.
W praktyce mówi się także o marketingu docelowym - firma dokonuje rozróżnienia głównych segmentów rynku, obiera za cel jeden lub kilka spośród nich i rozwija produkty i plany marketingowe ściśle dopasowane do każdego wybranego segmentu. Marketing docelowy wymaga podjęcia trzech podstawowych kroków
Niezmiernie rzadko mamy do czynienia z produktem, którego: nikt nie ma, wszyscy go potrzebują, cena jest powszechnie dostępna, a sprzedaż przynosi wymierny zysk ekonomiczny.